Październik, więc w temacie piersi.

W zeszłym tygodniu byłam na spotkaniu organizowanym przez wydawnictwo Mamania (świetne książki z nurtu rodzicielstwa bliskości) dotyczącym karmienia piersią. Gośćmi spotkania były Olga Frączak-Faure z Fundacji Mleko Mamy i Elżbieta Bartha, doradczyni laktacyjna. Dyskusja, chociaż w gronie zdeklarowanych matek karmiących, które nie musiały się do niczego przekonywać, była dla mnie bardzo ciekawa, bo nie wiedziałam, że to tak kontrowersyjny temat. Po spotkaniu poczytałam sobie trochę w sieci i już wiem, że karmienie to kolejna podszyta piersiami sprawa, która budzi tak gorące emocje, tym razem wśród kobiet. Na wpisane w google „uwielbiam karmić piersią”, pokazało się zdecydowanie więcej stron mówiących „nie lubię karmić piersią” i „karmienie mnie obrzydza”. Fora internetowe pełne są wyznań kobiet, które świadomie rezygnują z karmienia piersią na rzecz wolności – nie ograniczania się w jedzeniu i piciu, wychodzenia o dowolnych godzinach i zostawiania dziecka z dowolnym opiekunem. Gorąco komentowaną kwestią jest też publiczne karmienie, a wielokrotne używanie w tym kontekście słowa „obrzydliwe”  naprawdę mnie poruszyło. Jednocześnie wiele wątków porusza  temat „terroru laktacyjnego”, niekompetentnych lekarzy i położnych, które zamiast pomagać młodym mamom tylko wpędzają je w olbrzymie poczucie winy i zastraszają okrutnymi konsekwencjami przejścia na butelkę. Nie wiem czy rzeczywiście lekarze i położne wywierają taką ogromną presję na matki, ale jeżeli tak, to mogę to zrozumieć. Taka rola lekarzy żeby promować to co najlepsze dla matki i dziecka i uświadamiać to co nieuświadomione. Inna sprawa, że zbyt mała jest jeszcze edukacja lekarzy i za mało jest wykwalifikowanej pomocy dla kobiet, którym karmienie nie idzie łatwo. Poradnie laktacyjne są płatne, nasze mamy i teściowe nie potrafią nam pomóc, bo w czasie kiedy one karmiły nas promowane były sztuczne mleka, karmienie piersią było śmiesznym reliktem przeszłości i mało komu udało się tej nowoczesności oprzeć i karmić naturalnie.

Z jednej strony rozumiem złość i rozgoryczenie kobiet, które nie karmiąc piersią, czują się za to atakowane. Często chcą karmić, ale po tygodniach bardzo bolesnych prób i znoszenia rozpaczliwego płaczu stale głodnego dziecka poddają się ulegając podszeptom rodziny i lekarzy wskazujących na za niskie przyrosty wagi. Mało kto ma w sobie tyle siły i determinacji żeby przetrwać koszmarne chwile i wierzyć, że z czasem laktacja się unormuje. Współczesna nauka udowadnia, że z bardzo małymi wyjątkami, karmić w całości piersią może większość matek (nawet te adopcyjne!!), konieczna jest tylko odpowiednia pomoc i edukacja. Tak często powtarzane przez tłumaczące się z nie-karmienia mamy zdanie „Mam prawo do wyboru” jest prawdą, ale jest też druga strona – dzieci mają prawo do najlepszego mleka. A to zawsze jest mleko mamy. Jednak dopóki nie poprawi się jakość edukacji i dostęp do prawdziwych informacji na temat najlepszych sposobów żywienia naszych dzieci nie można mieć nikomu za złe, że nie karmi piersią. Ale to nie znaczy, że nie można mówić głośno co jest najlepsze.

Ciekawe swoją drogą, że lekarze pracujący w szpitalach tak bardzo namawiają do karmienia, a później pediatrzy tak łatwo przekonują osłabione mamy do dokarmiania i przechodzenia na mieszanki. Dezinformacja jaka panuje na temat karmienia i stopniowego rozszerzania diety jest ogromna, dostęp do udokumentowanej naukowo wiedzy, częściowo ułatwiony dzięki Internetowi, jest wciąż niewielki. Ciągle pokutują nieprawdziwe, pseudonaukowe porady dotyczące wprowadzania pokarmów w czwartym czy piątym miesiącu i podawania glutenu. Jak skuteczne muszą być lobby producentów kaszek i słoiczków, że promowane przez lekarzy i publikacje schematy żywienia w Polsce różnią się od tych zalecanych przez Światową Organizację Zdrowia – wg WHO sześciomiesięczny okres wyłącznego karmienia piersią to czas optymalny, a wprowadzanie pokarmów stałych powinno mieć miejsce dopiero po osiągnięciu przez dziecko tego wieku. Wtedy też jest jeszcze czas na naturalne wprowadzenie glutenu (i to na przykład lepiej przez żucie skórki chleba niż sztuczne dodawanie kaszki manny do przecieranych potraw). Temat rzeka.

PS No i teraz nie wiem czy ja akurat miałam szczęście, a może po prostu zaczarowałam sobie szczęśliwe karmienie, bo zwyczajnie nie wyobrażałam sobie innej drogi. Nie mam wielu mam wśród bliskich koleżanek i nie znałam dostępnych opcji, nie wiedziałam, ze jest jakiś wybór. Wydawało mi się, że po mleko zastępcze (jak sama nazwa wskazuje) sięga się tylko w ostateczności, jak nie ma już żadnych szans na karmienie piersią. Zdawałam sobie sprawę z początkowych trudności, a dzięki poradom mojej niezastąpionej Kasi byłam przygotowana na chwilowe załamania i pokusę dokarmiania w chwilach słabości. Uwielbiam karmienie piersią i każdej mamie tego życzę.

7 komentarze:

Ada, Grześ i Nela pisze...

Czesc Ewa! Ja tez nie bralam innej ewentualnosci pod uwage i nie wyobrazalam sobie karmienia Neli butelka.I tak nam minelo ponad 18 miesiecy ;>. Teraz juz sie sama prawie odstawila, co jakis czas jej sie przypomina ze jednak kocha to mleczko! Pozdr, ada

Jolanta pisze...

Ewuniu Droga!
Ja też uwielbiam karmienie piersią, czego daję dowód nadal kontunuując - Zuzka ma już ponad 20 miesięcy i nadal ssie! Bardzo się cieszę, że tak o tym piszesz i myślę, że bardzo ważne jest wsparcie innych osób - nie tylko mam i teściowych, ale przede wszystkim innych matek, którym się udało i które z tego czerpią radość. Buziaczki, J

kissgotmethis pisze...

Cieszę się, że jeszcze tyle miesięcy radości z karmienia przede mną :) Pozdrowienia!

agnieszka pisze...

o jak ładnie ubrałaś w słowa to o czym od dawna myślę. pozdrawiam, agnieszka karmiąca łącznie 60 miesięcy :)

Anka pisze...

A ja żałuję, że poradnictwo laktacyjne jest wciąż takie kiepskie. Nie każda mama ma siłę i wiarę w to, że wszystko jest ok i namawianie do "przetrzymania" jest bardzo denerwujące, jest to właśnie ów "terror laktacyjny". Rady typu "przystawiaj często", "będzie dobrze" nic nie dają oprócz zdołowania, a takowe można usłyszeć od mam, które są absolutnymi zwolenniczkami karmienia piersią. Totalne nieporozumienie. :-/ Jak laktacja może się "unormować", jeśli dziecko jest głodne?
Ja i mój syn mieliśmy kiepski start w szpitalu (zmora polskiej służby zdrowia - tumiwisizm) i już po 3 dniach zalecono nam dokarmianie. Gdyby nie cudowna doradczyni laktacyjna, tak by sie to skończyło, bo to już był hardcore i nie dałoby sie tego "przetrzymać" - syn po prostu był głodny i z tego powodu tym bardziej nie potrafił się najeść. Tego typu blędne koła potrafią przerwać tylko specjaliści. I u nas właśnie sięgnięto po mleko zastępcze (tak na "chwilę" i, co ciekawe, nie z butelki).
Z tego, co widzę, kobiety, które przy karmieniu nie miały większych trudności, nie rozumieją tych, które takowe przeżywały. :-/
PS Karmię piersią nadal - to już grubo ponad rok. :-)

kissgotmethis pisze...

Masz w zupełności rację. Ja też przeszłam koszmarne dwa dni w szpitalu - nieumiejętne przystawianie,bolesne piersi i ogromny żal, że nie umiem nakarmić własnego dziecka. Na szczęście na dyżurze była świetna położna, która pomogła mi rozładować gigantyczny nawał (naprzemienne masaże prysznicem obolałych i twardych jak kamienie piersi w łazience, w której akurat wysiadło światło - tego się nie zapomina), pomogła w końcu znaleźć odpowiednią pozycję do karmienia (futbolowo :)) i uspokoiła moje poszarpane jak sutki nerwy. Ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma to szczęście, a tak jak piszesz - opieka nad kobietą po porodzie w naszych szpitalach jest nadal bardzo słaba i skupia się w zasadzie tylko na pobieżnym zaleczeniu ran poporodowych... Brakuje bardzo holistycznego spojrzenia na nową matkę. Ja bardzo wierzę we wspólnotę kobiet i przekazywanie sobie "dobrych praktyk" i energii, która leczy to co tak trudno uleczyć lekarzom.

Magdalena (PL - Warsaw) pisze...

Niestety i ja miałam w szpitalu kryzys laktacyjny, warunki które tam panowały nie pozwalały mi nakarmić własnego dziecka dlatego też po 36h i olbrzymim spadku wagi Franka płacząc wybłagałam aby nas stamtąd wypuścili - udało się ale z poleceniem dokarmiania. Wieczorem Franek przez łzy wypił kilka łyków mleka z butli a rano już moje piersi były pełne mleka dla mojego syna :) Karmię już 3 miesiąc i chociaż miewałam kryzysy bo czułam się ubezwłasnowolniona (co moim zdaniem było bardziej wynikiem baby bluesa) a moje piersi produkują mleka dla trojaczków co bywa bolesne i męczące i szczerze nienawidzę laktatora;) jestem szczęśliwa że mogę dać mojemu synowi to co najlepsze a wiem że moje mleko takie właśnie jest.

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...