Tablica inspiracji

Od kilku lat regularnie tworzę swoje „inspiration boards”, czyli wyklejanko-przypinanki na lodówce, które odzwierciedlają moje inspiracje, aspiracje, nastroje i marzenia. Ekspozycja zmienia się co jakiś czas, zazwyczaj z porą roku, czasem szybciej z odchodzącym samopoczuciem. Mam też zatrważającą liczbę ukochanych notesów, w których wklejam to co mi wpadnie w oko, rozbawi, zachwyci, oczaruje, niesie jakiś mocny ładunek czy przyjemne skojarzenia. Notesy się prawie zapełniły, lodówce przyda się porządne mycie, więc częściowo spróbuję to samo robić tutaj, bez plam po kleju i tych małych, wkurzających paseczków papieru, które zostają po pracy nożyczkami. Zobaczymy.

Taka tablica inspiracji może okazać się pewną formą autoterapii, pomóc w zrozumieniu siebie, spojrzeniu  na siebie z innej strony.Czasem, mimo pozornie błahej tematyki, jakieś zdjęcie pomaga nam uświadomić sobie coś czego o sobie nie wiemy albo do czego nie potrafimy się nawet przed samymi sobą przyznać. Był taki moment w moim życiu kiedy notes zapełnił się zdjęciami uwodzicielskich kobiet, ubranych w jedwabie, koronki i czarne tiule, w zmysłowych pozach z rozchylonymi krwistoczerwonymi ustami. Tęskniłam wtedy do wielkich namiętności, niczym Emma Bovary wierząc, że jest gdzieś uczucie idealne, zawsze gorące i pełne niegasnącej żądzy. W swojej niedojrzałej jeszcze świadomości samej siebie myślałam, że chcę być taką kobietą jak te, których zdjęcia wycinałam z gazet. Trzecia żona wybitnego marszanda-erudyty i paryska kochanka awangardowego malarza, w oparach opium sącząca absynt recytuje Hymn do Piękna Baudelaire’a:  "Nieważne, czy cię począł Bóg czy bies w otchłani, czy lśnią welurem oczu wstydy czy bezwstydy, jeśli ujmiesz, jedna królowo i pani, choć trochę nędzy życiu, a światu ohydy." Pozorne piękno i ekscytacja bynajmniej nie ujęły memu światu ohydy, raczej doprowadziły mnie na skraj rozpaczy, wprowadziły w moje życie żal i wstyd.  Przeglądając te zdjęcia pewnego dnia zrozumiałam, że tak naprawdę patrzę na kobiety smutne i nieszczęśliwe, ciągle tęskniące, nienasycone, niespełnione i niepełne. Czuję teraz ogromne szczęście i ulgę, że w porę zrozumiałam, że mam inną drogę.

Nie znaczy to jednak, że na mojej tablicy wiszą teraz same zdjęcia mam w błękitnych kardiganach z gromadką różowych bobasów upakowanych w eleganckiego beżowego SUV-a. W głębi duszy widzę przecież siebie mieszkającą w kolorowym namiocie, przywołującą gromadkę umorusanych, szczęśliwych dzieci za pomocą pieśni i przytroczonego do biodra tamburynu :) W mojej wyobraźni bywam dziką Carmen, tańczącą wokół ogniska w falbaniastej, kwiecistej spódnicy, rzucającą powłóczyste spojrzenia i ogniste całusy. Innym razem, włóczę się w jedwabnej sukni po marokańskim suku i daję sobie henną malować na skórze kwiaty i tajemnicze zaklęcia. Albo gdzieś na bazarze w Delhi śledzę mijający mnie różnobarwny tłum, przymierzam bajecznie kolorowe sari, a bransolety mi brzęczą nieziemsko.  Na szczęście miejsce przydymionych, zapłakanych oczu i czarnego tiulu zajął kolor, radość i życie.

Gdybym na codzień mogła wyglądać jak uradowane tribalowe tancerki z Urban Gypsies!















I tak na mojej "wizerunkowej" tablicy inspiracji wiszą teraz (luksusowo będzie):

- etniczne esy floresy (Etro)




















- sukienki, tuniki, cała stylistyka Diane von Furstenberg


















 
 - apaszki i szale Hermesa














- kolorowe cuda Kenzo















3 komentarze:

gbryja pisze...

Swietny tekst, piekne zdjecia

Love
B

mmu79 pisze...

jesteś niemożliwa, wrażliwa i inspirująca :) przeliczając, po raz kolejny, ogromne zestawienie kosztów, siedząc przy moim firmowym biurku, przeczytałam twój tekst i jakoś tak mi się zrobiło... kolorowo... ;) dzięki... pozdrawiamy marta&matylda

kissgotmethis pisze...

Oj dziękuję Wam drodzy moi. Dzięki takim słowom nie przestaję :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...