Króliczek playboya

Tytułowy playboy to mój ukochany mąż. I chociaż aparycji i czaru pozazdrościć mógłby mu nie tylko Hugh Hefner, to mam na myśli raczej jego zamiłowanie do zabawy. Niestety, czasu, który może poświęcić na sianie owsa i zbieranie czereśni na fejsbukowej farmie czy uprawiany dotychczas regularnie i poważnie brzmiący zapping (inaczej skakanie po kanałach telewizyjnych) ma teraz zdecydowanie mniej. Bo ja - zgodnie z poradą pewnej mądrej i doświadczonej mamy - choćbym cały dzień piłowała paznokcie, gdy mój ukochany w drzwiach domostwa staje, wręczam mu synka natychmiast, słaniając się teatralnie na nogach. Wiktor ląduje u taty, a mama (bynajmniej nie udaje się na spoczynek) ma czas zjeść coś ciepłego. Dzisiaj w temacie –  króliczek z fasolką szparagową, fenkułem i mini marchewką na pęczakowej podusi w aureoli z natki pietruszki. Dietetyczna pycha z wyszukaną nazwą tradycyjnie maskującą nieco nieokreślony smak :)

1 komentarze:

mmu79 pisze...

bardzo dobry tekst :)))) rozbawiło mnie teatralne słanianie na nogach... :))) miłego dnia.. marta

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...