Siódmy list

Kochany Synku, 

Z każdym tygodniem coraz bardziej jestem do Ciebie przywiązana i coraz mniej wyobrażam sobie jak mogłam bez Ciebie żyć. Wygląda na to, że Ty masz odczucia podobne, bo od kilku dni jesteś moim wiernym, niestrudzonym cieniem. Nie mogę kroku zrobić żeby Twoje plaskające o drewnianą podłogę rączki nie podążały za mną ciągnąć za sobą plączące się nóżki w śmiesznych rajtkach. Brzmi uroczo, ale bywa bardzo uciążliwe i irytujące. [Tak - używam tego słowa w stosunku do mojego zawsze słodkiego synka.] Wiktor, bywasz bardzo irytujący i potrafisz wyprowadzić mnie z równowagi. Na szczęście masz też ten szelmowski, nieodparty urok, który sprawia, że rozdrażnienie ustępuje miejsca błogiej pewności, że cięższe chwile zawsze miną.

Dzisiaj kończysz 7 miesięcy i w cudowny sposób właśnie dzisiaj po raz pierwszy sam odpłynąłeś w łóżeczku - bez tulenia, bez piersi, bez płaczu – słuchając tylko mojego głosu i bajki o dziecku i dyniowym drzewie (!!!). Obróciłeś się na boczek, patrząc na mnie przez kilka minut bez ruchu i w pewnej chwili zamknąłeś oczy. Tak po prostu zasnąłeś. Czy tak już będzie? Oj, przez te kilka miesięcy nauczyłam się nie przyzwyczajać się do niczego i nie dopatrywać się schematów. Wszystkie mamy pożądają kojącej powtarzalności, ale dzieci tego niestety nie wiedzą. Bo gdyby wiedziały, to zrobiłyby wszystko żeby ich mamy były zadowolone.  Synku, śpij dobrze. A jutro uwiesisz się znowu mojej nogi i tak sobie razem pobędziemy.

Mama


5 komentarze:

Desperate Househusband pisze...

Tak to już jest, że dzieciaki potrafią być męczące, potrafią zirytować. Moje chłopaki regularnie urządzają sobie zabawę w pozbawianie taty cierpliwości... na wyścigi. Dwa małe upierdliwce, które jednak w najgorszym momencie, kiedy zwycięzca zawodów już stoi na podium i odbiera laury, potrafią zrobić coś - minę, gest, cokolwiek - co rozkłada mnie po prostu na łopatki i uświadamia, że mam, jak to każdy pewnie rodzic, najfajniejsze dzieci na świecie.

kissgotmethis pisze...

Dzisiaj znowu zasnął jak w podręczniku :) Ja mam NAPRAWDĘ najfajniejsze dziecko na świecie!
Mam za ścianą takie dwa urwisy płci męskiej więc mogę sobie wyobrazić co tam macie w domu. Pozdrowienia

Desperate Househusband pisze...

Paradoksalnie - drugi urwis to była inwestycja w nasz spokój :-) Czasem jest gorąco, fakt, ale już teraz, chociaż Tyci ciągle jest jeszcze raczej małym ludkiem (za 3 tygodnie kończy rok), chłopaki coraz częściej zajmują się sobą, zaczynają się razem bawić w coraz bardziej przemyślany sposób. I tata może w tym czasie zajrzeć na bloga ;-)

Porcelanowy Blog pisze...

Ależ pięknie napisałaś. tak normalnie i pięknie. dobrze jest, gdy mama ma normalne odczucia i swobodnie o nich mówi, a i tak przez każde słowo przebija miłość. Trafiłam przypadkiem ale zostaję ;]

kissgotmethis pisze...

Takie miłe słowa.. Witam Cię bardzo bardzo :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...