Love/ Christmas is all around

Wiktor w ruchu nieustającym. Zrobienie mu zdjęcia baardzo trudne.



Dla sporej grupy moich znajomych na facebooku okołoświąteczny czas zaczyna się wraz z pierwszym radiowym odsłuchaniem "Last Christmas". Dla mnie, sygnałem do przestawienia się na czas dzwoneczków i gwiazdek jest niesamowity utwór Frankie Goes to Hollywood "Power of Love" (który btw tylko przez teledysk nawiązuje do Bożego Narodzenia, ale jak! LINK). I właśnie dzisiaj, poszukując prezentów w zatłoczonym centrum handlowym, poczułam znajome ukłucie i serce zaczęło mi topnieć. W jednej minucie wszystko wokół mnie zrobiło się przecudowne i każdy mijany człowiek był piękny i dobry. Nie drażniły mnie już absurdalnie wczesne dekoracje świąteczne i smutne, przebrane za aniołki, dziewczynki sprzedające opłatki (!). Nie przeszkadzał mi już dysonans pomiędzy radosnymi trelami nadawanych z głośników reklam a znudzonymi twarzami kiepsko opłacanych sprzedawców. Ba, nawet dałam się skusić znanej młodzieżowej marce ubrań na obrzydliwą zazwyczaj landrynkę w świątecznym papierku. I była pycha. I wszystko było na miejscu. Otaczała mnie miłość i ciepło.

Niestety, każda, nawet trwająca blisko pięć minut, piosenka kiedyś się kończy. I znowu byłam w dusznym, głośnym, dudniącym od basów bezosobowym magazynie. Nie znalazłam tego czego szukałam i nie miałam ochoty uprzejmie odpowiadzieć "nie, dziękuję" aniołkowi po raz piąty próbującemu sprzedać mi zapakowane w sztuczne igliwie ciało Chrystusa. Ale wtedy ten aniołek najpromienniejszym z uśmiechów obdarzył budzącego się właśnie w chuście Wiktora i Wiktor ten uśmiech odwzajemnił. A mocno zaintrygowany naszym sposobem noszenia starszy Pan zachwycił się nieostentacyjnym urokiem Wiktorskiego i życzył nam wszystkiego najlepszego na całe życie, nie tylko na święta. A w autobusie trzy osoby wstały żeby mi ustąpić miejsca i kiedy zajęłam jedno z miejsc, kurtuazyjnie ustępowali sobie dalej. I chociaż nie było widać świata przez koszmarnie brudne szyby autobusu, to wiedziałam na pewno, że tam jest pięknie. A miłość jest wszędzie ;)

P.S. A jak komuś jeszcze potrzeba porządnego pozytywnego kopa, to zalecam odświeżenie znajomości z filmem "Love Actually" (To właśnie miłość). Jak dla mnie niezawodne i nieskomplikowane uniesienie. Szczególnie o tej porze roku.

2 komentarze:

Maja pisze...

No i skad wiedzialas, ze potrzebuje "porzadnego pozytywnego kopa"??? ;-) Tobie, Ewo, Wiktorowi i Arkowi zycze wszystkiego co najlepsze i to zdecydowanie nie tylko na Swieta! M
P.S. Dolaczylam do grona Twoich wiernych czytelnikow! :-)

kissgotmethis pisze...

Bardzo, bardzo welcome, a życzeń jeszcze nie składam :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...