Smutna konstatacja


Żal mi i trochę wstyd. Żal, bo jest już trzecia w nocy z 27 na 28 lutego i w Kodak Theatre trwa właśnie 83 ceremonia wręczenia Oscarów. Chociaż i tak nie śpię i podskakując na wielkiej gumowej piłce próbuję uśpić w chuście kaszlającego i kichającego mojego Wiktora (żeby sobie pooddychał  w pozycji pionowej), to po raz pierwszy od wielu, wielu lat nie oglądam tego na żywo, bo kilka miesięcy temu zrezygnowaliśmy z Canal Plus. Wstyd, bo pierwszy raz od wielu, wielu lat oglądałam tylko znikomą część nominowanych filmów i nie wiem nawet o co toczą się dyskusje. Już od dobrych kilku tygodni zabieraliśmy się do obejrzenia „Czarnego Łabędzia” i co wieczór znajdowaliśmy wiele świetnych powodów żeby tego nie robić – "bo taki miły, spokojny wieczór, po co sobie w głowie mieszać", albo „taki był ciężki dzień, nie chcę się jeszcze filmem dobijać, pooglądajmy „Przyjaciół”” I zostałam tak, bez zdania na temat filmu, który zachwyca mnie wizualnie sądząc po plakatach, kostiumach i charakteryzacji i intryguje treścią łączącą bliskie memu sercu taniec i grzebanie w psychice. Nic to, posiedzę jeszcze chwilę lamentując w ciszy nad swoim kulturalnym upadkiem, ze smutkiem znajdując kolejne potwierdzenie dla tezy wielu moich koleżanek mam (a przed którą ja dość zaciekle się broniłam), że niestety nie da się być na bieżąco...




5 komentarze:

malgosia pisze...

Kochana! Ty lepiej pomyśl z iloma rzeczami i sprawami byłaś na bieżąco przez ostatnie 10 miesięcy, a o których wcześniej nie miałaś pojęcia! I jak się w tym czasie rozwinęłaś na polach wszelakich, choć powszechnie niedocenianych, a w szczególności emocjonalnie (to a propos grzebania w psychice ;). A filmy, książki... nie uciekną, w przeciwieństwie do tego co mamy teraz :))) Ściskam!

kissgotmethis pisze...

No masz rację w zupełności - tak jakoś mnie w nocy naszło. Ale już przeszło :) Ściskam.

Aldona pisze...

ja też nie w temacie, żadnego filmu jak narazie nie widziałam, więc się nie przejmuj:)
Ważne jest tu i teraz, kino nie ucieknie:)

Magdalena pisze...

też zachęcam do luzu w temacie (mimo, że czuję się panią od kultury ;))
mam taką kumpele, która powiedziała mi kiedyś coś, co mnie olśniło (nam na studiach cały czas gadano, że musimy oglądać jak najwięcej teatru): ja już nie muszę!!!
cudne uczucie tak pomyśleć
ja już nie muszę
wybieram :)

kissgotmethis pisze...

Podoba mi się to podejście, muszę (o nie, nie muszę :)) sobie o nim przypominać!

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...